Quo vadis trenerze, czyli ile czasu nam zostało
W swojej książce Daniel i Richard Susskindowie analizują przyszłość, która czeka świat ekspertów. Główna teza brzmi następująco: stoimy na progu fundamentalnej zmiany, w jaki sposób wiedza specjalistów będzie dystrybuowana. Istota tej zmiany nie polega na metodzie udostępniania, a jest o wiele głębsza. Problemy, które były rozwiązywane przez profesjonalistów, będą rozwiązywane zupełnie inaczej, a eksperci przestaną odgrywać dotychczasową rolę. Czy dotyczy to również branży szkoleń? Oczywiście, że tak.
Konieczność tej zmiany wynika ze słabości istniejącego modelu pracy ekspertów, który jest według autorów ekonomicznie daleki od optymalności (niewielu ludzi stać na naprawdę dobrych specjalistów), opiera się na przestarzałych technikach tworzenia i udostępniania wiedzy, pozbawia ludzi pewności siebie wynikającej z samodzielnego rozwiązywania problemów, oferuje niewielką dostępność usług, których jakość i tak jest na zbyt niskim poziomie. Problemem jest też brak przejrzystości profesji (profesją autorzy nazywają ogół ekspertów w danej dziedzinie). Brzmi pesymistycznie? Może i tak, ale niespecjalnie inaczej jest też przecież w naszej branży.
Zarzuty te wywołują oczywiście reakcje profesjonalistów, najczęściej jest to zasugerowanie pewnych – większych lub mniejszych – zmian i modyfikacji w istniejącym modelu działania profesji. Taka mniej lub bardziej istotna inkrementalna modyfikacja. Absolutnie nie jest to ten proces, o którym mówią autorzy. Na czym więc polega zmiana przez duże „Z”? Przyjrzyjmy się jednej z profesji analizowanej przez autorów, jak się wydaje najbliższej nam, czyli doradztwu ds. zarządzania. W tej branży model działania niewiele się zmienił przez ostatnie 100 lat. Do organizacji potrzebującej pomocy wysyłany jest ekspert, którego rola polega na udzielaniu odpowiedzi na pytania klienta. Wartość tych odpowiedzi wynikała z unikalności danych i narzędzi, oferowanych przez poszczególne firmy. Zmiana zaczęła się, gdy dostępność danych i narzędzi stała się zdecydowanie bardziej powszechna, a klienci zaczęli z nich korzystać samodzielnie. I nagle zrozumieli, że nie ma tam aż tak wielkiej magii, jak do tej pory sądzili. Efektem jest zmiana modelu działania firm konsultingowych, powstanie wielu sieci niezależnych konsultantów i – co najważniejsze – powstanie systemów o mniejszym udziale czynnika ludzkiego.
Chodzi oczywiście o systemy silnej sztucznej inteligencji. W jakim stopniu mogą zastąpić ludzi? Według autorów – praktycznie całkowicie. Usługi konsultingowe, w zakresie których mieszczą się również szkolenia, mogą być w przyszłości zastąpione systemami SI całkowicie. Takie stwierdzenie wywołuje oczywiście polemikę, a najczęstszym argumentem przeciwników tego stwierdzenia jest to, że są sytuacje i problemy na tyle delikatne i emocjonalne, że jedynie istota ludzka może udzielić istotnej pomocy. Patrząc z dzisiejszego punktu widzenia, tak oczywiście jest. Jednocześnie nie powinniśmy zakładać, że maszyny i systemy same w sobie nigdy nie staną się odpowiednio empatyczne. Wręcz przeciwnie, wyczuwanie ludzkich nastrojów i odpowiednie reakcje wydają się całkiem możliwe do zalgorytmizowania. A poza tym – wśród ekspertów też różnie z tą empatią bywa.
Efektem będzie więc nic innego, jak technologiczne bezrobocie wśród ekspertów. Trzeba się na nie przygotować. Chociaż może niekoniecznie. Autorzy perspektywę czasową takiego stanu rzeczy rozciągają bowiem na dekady. Ufff… Poza tym samokrytycznie przyznają, że mogą się mylić. Inne koncepcje zakładają bowiem, że największą wydajność zapewni model hybrydowy, czyli współpraca ludzi i maszyn. Całkiem możliwe również jest, że nowe stanowiska i zadania dla ekspertów pojawią się w wystarczającej ilości. Jest więc jakaś nadzieja, poza tym przez najbliższe lata nie będzie może aż tak źle.
Reasumując, książka jest szczegółowym opisem bieżących i przyszłych zmian świata ekspertów. Futurologia, ale oparta na mocnych podstawach i w sumie dość ostrożna w swoich stwierdzeniach. To, czego mi zabrakło to szerszej analizy trendów, wpływających na zmianę opisywaną przez autorów. Ograniczyli oni opis przyczyn do wpływu sztucznej inteligencji, ledwo zahaczyli o aspekty socjologiczne. Oczekiwałem zdecydowanie szerszego i bardziej holistycznego spojrzenia, jakiegoś novum. Niemniej jednak pozycja jest niewątpliwie warta przeczytania. Stanowi ciekawy głos na temat przyszłości naszego społeczeństwa, chociaż autorzy nie są tak rewolucyjni w swoich poglądach jak Yuval Harrari. Ale może to i lepiej.